* * *
Przeszła do kuchni. Tam nalała sobie kolejny kieliszek wina, lecz tym razem rozrobiła go z wodą. Dorzuciła jeszcze kilka kostek lodu.
W tym momencie na jej wilgotnym ciele poczuła chłód i gęsią skórkę. Spojrzała za jego źródłem. Drzwi na taras były uchylone. Sierpień był w tym roku upalny, ale wieczory robiły się już chłodne. Wyszła na zewnątrz i rozejrzała się. Niebo było bezchmurne. Powietrze stało, nie dało się odczuć nawet najmniejszego podmuchu wiatru. Podeszła do balustrady, na ulicach pojawiło się więcej osób, a zwłaszcza młodzieży. Siedzieli na ławkach, trawie, przy fontannie. Byli wszędzie. Korzystali z ostatnich ciepłych chwil w gronie znajomych. Rozkoszowali się wolnością.
Wróciła do środka zostawiając tym razem drzwi uchylone. Przeszła do kuchni po zimny już napój. Po ściankach kieliszka spływały krople wody. Oparła się o blat szafki. Przełknęła pierwszy łyk. Poczuła przyjemne zimno rozchodzące się po jej ciele i gęsią skórkę na karku. Przymknęła oczy i westchnęła cicho. Kropla wody ze ścianki kieliszka spłynęła po jej dłoni, nadgarstku i zniknęła kawałek za nim zostawiając za sobą mokry ślad.
Nastała cisza.
Wróciła do środka zostawiając tym razem drzwi uchylone. Przeszła do kuchni po zimny już napój. Po ściankach kieliszka spływały krople wody. Oparła się o blat szafki. Przełknęła pierwszy łyk. Poczuła przyjemne zimno rozchodzące się po jej ciele i gęsią skórkę na karku. Przymknęła oczy i westchnęła cicho. Kropla wody ze ścianki kieliszka spłynęła po jej dłoni, nadgarstku i zniknęła kawałek za nim zostawiając za sobą mokry ślad.
Nastała cisza.
Właśnie skończyła się piosenka.
Wzięła kolejny łyk.
- Całkiem łatwo byłoby ciebie upić, podejrzewam nawet, że w ogóle byś nie protestowała.
Otworzyła oczy i od razu napotkała jego spojrzenie.
Siedział w bezruchu na sofie przyglądając jej się bacznie z lekko rozchylonymi ustami. Lewą ręką głaskał Gaspara. Spojrzała w jego kierunku. Kot leżał zadowolony i tylko cicho pomrukiwał.
– Polubił mnie – podążył za jej wzrokiem, uśmiechnął się delikatnie, na sekundę, unosząc jeden kącik ust do góry. Szybko zapanował jednak nad sobą i dalej nie spuszczał z niej wzroku. Jego uwadze nie uszedł żaden szczegół. Stała w bezruchu, trzymając kieliszek wypełniony bordowym płynem i spoglądała na niego szeroko otwartymi oczami. Biały ręcznik, którym była owinięta idealnie pasował do jej bladej cery, która nie zmieniła swojego odcienia nawet w przyćmionym świetle lampy nocnej. Delikatna skóra jej ciała. Brązowe, wilgotne włosy leżące na jej ramionach. Czerwone paznokcie u dłoni i stóp. Usta. I te oczy. Duże i ciemne, ich magnetyczna siła przyciągania. Oszałamiająca woń zapachu jej skóry z dodatkiem zapachu jaśminu.
Rozchyliła usta.
Pełne usta, w kolorze dojrzałych malin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz